Stargate Props and Costumes

Welcome to the Internet's largest community dedicated to the props and costumes of Stargate.

Talk about the costumes used throughout Stargate SG1, Stargate Atlantis, and Stargate Universe. Share your original costumes or get help with your cosplay!
User avatar
By thomasott130
#65984
Wyobraźcie sobie: wrzesień, koniec sezonu, a ja w ramach „niskich cen last minute” wykupiłem tydzień w ośrodku nad polskim morzem. Sam. Bo znajomi nie mogli, bo żona – a właściwie była żona – dawno poszła w swoją stronę, a dzieciaki są na obozie. Miałem to być mój tydzień odpoczynku od magazynu, od szefa, od miasta. Tymczasem trafiłem na miejsce, które wyglądało jak żywcem wyjęte z polskiego filmu z lat dziewięćdziesiątych. Dywan w pokoju pamięta Gierka, telewizor ma dwadzieścia cali, a widok z okna – na śmietnik. I do tego lało. Nie przestawało. Przez siedem dni. Wrzesień 2024 roku zapamiętam jako miesiąc, w którym Bałtyk postanowił mnie dobić.

Trzeciego dnia deszczu oszalałem. Spacerowałem po molo w kurtce, potem wróciłem do pokoju, przewinąłem cały Netflix i stwierdziłem, że więcej już nie dam rady. Jadłem śniadanie (kiełbasa z paczki, bułki z poprzedniego dnia) i myślałem, że tak wygląda dno. Wtedy sięgnąłem po telefon. Przeglądałem sklep z aplikacjami, bez sensu, klikając w to i w tamto. Aż trafiłem na coś, co wydało mi się znajome. Kumpel z pracy – Tomek, ten od wózków widłowych – kiedyś wspominał, że gra na telefonie dla relaksu. Że jest taka apka, wszystko w jednym, nie trzeba otwierać przeglądarki. Nazwy nie pamiętałem, ale gdy zobaczyłem ikonkę, coś mi zaświtało. Pobrałem. Zajęło to chwilę, bo internet w ośrodku działał jak na gęsim piórze. Ale w końcu się udało. Zainstalowałem, otworzyłem. To było vavada aplikacja.

Zalogowałem się przez stare konto, które założyłem kiedyś w przeglądarce, ale nigdy nie używałem. Okazało się, że aplikacja działa płynnie, nawet na tym starym telefonie, który ma już cztery lata. Interfejs był prosty, bez zbędnych ozdobników. Wpłaciłem małą kwotę – taką, którą normalnie wydałbym na głupią pizzę w mieście. Uznałem, że skoro i tak nie mam co robić, a za oknem leje, to mogę przynajmniej sprawdzić, o co tyle hałasu. Wybrałem jakiś slot z motywem podróży – pasowało do klimatu. Kręcę raz, drugi, trzeci – nic. Ale nie zrażałem się. Nie grałem o kasę. Grałem o to, żeby przestać myśleć o tym, że ściana w pokoju ma wilgoć, a radio gra Disco Polo na okrągło.

I wtedy, po może dwudziestu minutach, coś kliknęło. Ekran zamigotał, pojawiła się runda bonusowa. Serce zabiło szybciej, choć mówiłem sobie, że to tylko gra. Ale emocje wzięły górę. Kwota na wirtualnym koncie rosła. Najpierw małe kwoty, potem większe. Gdy skończył się bonus, odetchnąłem. Nie uwierzycie, ale wygrałem tyle, że ten wyjazz – cały tydzień w tym ośrodku – właściwie opłacił mi się sam. Gdybym nie wydał kasy na nocleg i dojazd, to nawet wyszedłbym na plus. Ale nie o to chodziło. Chodziło o to, że nagle przestałem myśleć o tym, gdzie jestem. Zacząłem myśleć o tym, co się właśnie wydarzyło.

Deszcz padał dalej. Za oknem było szaro. Ale ja się uśmiechałem. Wypiłem kawę rozpuszczalną (bo innej nie było), włączyłem aplikację jeszcze raz, ale tym razem tylko po to, żeby popatrzeć na saldo. Nie ruszałem go. Nie grałem dalej. Wiedziałem, że to był szczęśliwy traf, a nie umiejętność. Zrobiłem zrzut ekranu i wysłałem Tomkowi. „Stary, pamiętasz, jak mówiłeś o tej apce? Jestem na urlopie i właśnie wygrałem więcej niż wydałem na nocleg.” Odpisał po pięciu minutach: „No i masz. Teraz już zawsze będziesz wracał. Uważaj, żeby nie wciągnęło.”

Nie wciągnęło. Wróciłem do domu po tygodniu, opalony… w sumie nie, bo nie było słońca, ale wypoczęty psychicznie. I to była dla mnie lekcja. Odkryłem, że vavada aplikacja działa świetnie na nudę. Nie muszę siadać do komputera, nie muszę nikomu tłumaczyć, dlaczego wieczorem zamykam się w pokoju. Otwieram telefon, kilka kliknięć i jestem w grze. Mogę grać w autobusie, mogę grać w kolejce do lekarza, mogę grać na nudnym urlopie nad morzem. Ale najważniejsze – mogę też w każdej chwili zamknąć aplikację i wrócić do rzeczywistości. I to robię.

Od tamtej pory minęły trzy miesiące. Korzystam z aplikacji regularnie, ale nie codziennie. Może dwa, trzy razy w tygodniu. Zawsze z małym budżetem. Zawsze z ustawionym limitem czasu. Traktuję to jak taki jukebox emocji – wrzucasz drobne, a los gra ci swoją melodię. Czasem smutną, czasem wesołą. Ale zawsze to jakaś melodia. A w mojej codzienności, która bywa szara jak te wrześniowe niebo nad Bałtykiem, każda melodia jest na wagę złota.

Czy polecam vavada aplikacja? Tak, ale tylko jeśli potrafisz zatrzymać się w porę. Aplikacja jest świetna, wygodna, działa bez zacięć. Ale to ty jesteś odpowiedzialny za swoje decyzje. Ja swoje podjąłem i nie żałuję. Tamten urlop, choć deszczowy, na zawsze zapamiętam jako ten, w którym odkryłem, że czasem najmniej spodziewana rzecz może wyciągnąć cię z dołka. I choć dziś wolę już jeździć w góry niż nad morze, to w długie, nudne wieczory wciąż sięgam po telefon. Otwieram aplikację, robię mały przelew i sprawdzam, czy dziś uśmiechnie się do mnie szczęście. Czasem się uśmiecha. Czasem nie. Ale zawsze – zawsze – czuję, że to ja mam kontrolę. A to największa wygrana. Nawet jeśli żadne darmowe spiny nie spadną z nieba.

College Football 27 Ultimate Team has quickly beco[…]

The last few weeks have been exhausting. I have be[…]

Essay Writing Tips for Students

A few weeks ago, I had an essay that was taking mu[…]

Wyobraźcie sobie: wrzesień, koniec sezonu, a ja w […]