Stargate Props and Costumes

Welcome to the Internet's largest community dedicated to the props and costumes of Stargate.

Talk about the costumes used throughout Stargate SG1, Stargate Atlantis, and Stargate Universe. Share your original costumes or get help with your cosplay!
#74942
Pracuję w korporacji. Takiej dużej, szarej, gdzie ściany są koloru myszy, a każdy dzień wygląda jak kopiuj-wklej poprzedniego. Wstaję o szóstej, piję kawę w biegu, wsiadam do zatłoczonego tramwaju, spędzam osiem godzin przed ekranem, a potem wracam tą samą trasą. Mój umysł jest tak zmęczony, że jak już padnę na kanapę, to nie mam siły nawet na przeczytanie jednego rozdziału książki. Wieczory stały się dla mnie czarną dziurą – czasem oglądam serial, ale często po prostu gapię się w sufit, myśląc o tym, że za dwanaście godzin znowu czeka mnie to samo. Tak żyłem przez ostatnie dwa lata. Aż do dnia, gdy wszystko się zmieniło, choć nie miałem pojęcia, że to właśnie ten moment będzie punktem zwrotnym.

Pamiętam to jak dziś. Był czwartek, padał deszcz, wróciłem do domu przemoczony do suchej nitki. Auto miało awarię, więc musiałem wracać tramwajem, a w tramwaju ktoś wylał na mnie kawę. Takie życie – pomyślałem – ciągle coś nie tak. Położyłem się na kanapie, wyciągnąłem telefon i zacząłem przewijać social media. I wtedy, zupełnie przypadkiem, trafiłem na post znajomego z dawnych czasów. Napisał coś w stylu: „Kto by pomyślał, że popołudnie może zamienić się w najlepszy wieczór w miesiącu?”. W komentarzach ktoś zapytał, o co chodzi, a on odpowiedział wymijająco, że znalazł nowe hobby. Zaintrygowało mnie to. Przecież on zawsze był takim spokojnym, poukładanym typem, grał w szachy, zbierał znaczki. Co mogło go tak wciągnąć?

Napisałem do niego prywatnie. Po kilku wymianach zdań przyznał, że od tygodnia testuje różne gry online i że to wbrew pozorom nie jest takie głupie, jak myślał. „Nie chodzi o kasę” – powiedział – „chodzi o to, że na chwilę przestajesz być sobą. Odrzucasz wszystkie obowiązki i po prostu grasz”. Wytłumaczył mi, gdzie i jak zacząć. Zaintrygowany, poszedłem za jego radą. Otworzyłem sklep z aplikacjami, wyszukałem odpowiednią platformę i zainstalowałem program, który od razu przykuł moją uwagę. To było właśnie vavada aplikacja – prosta, przejrzysta, działała bez zarzutu nawet na moim starszym telefonie. Zarejestrowałem się w dwie minuty, wpłaciłem symboliczne dwie dychy i wszedłem do świata, o którym nie miałem zielonego pojęcia.

Pierwsze wrażenie? Kolorowo. Bajkowo. Totalne przeciwieństwo mojego biura. Wybrałem automat z owocami, bo to było jedyne, co skojarzyłem z dzieciństwa – takie jednorękie bandyty w budkach na promenadzie. Kręciłem i czekałem. Przegrałem parę złotych, wygrałem parę, ale gdzieś w połowie godziny trafiłem na coś, co sprawiło, że moje oczy zrobiły się wielkie jak spodki. Trzy razy ten sam symbol, bonusowa runda, a potem jeszcze dodatkowy mnożnik. Wylądowałem na koncie z kwotą, która przewyższała mój depozyt kilkanaście razy. Uśmiechnąłem się po raz pierwszy tego dnia. Naprawdę, szczerze, od ucha do ucha.

Minęło kilka dni. Każdego wieczoru, zamiast włączać nudny serial, sięgałem po telefon i uruchamiałem vavada aplikacja. Szybko odkryłem, że to nie tylko automaty. Były tam stoły do blackjacka, ruletka, a nawet turnieje z prawdziwymi ludźmi na żywo. Spróbowałem wszystkiego po trochu. Nauczyłem się zasad pokera w trzy wieczory, oglądając poradniki na YouTube. W sobotę postanowiłem sprawdzić, czy potrafię zastosować wiedzę w praktyce. Usiadłem wygodnie w fotelu, postawiłem przed sobą herbatę i wszedłem do pokoju z krupierem. To było niesamowite uczucie – czułem się, jakbym siedział w prawdziwym kasynie, ale w kapciach i dresie.

Najbardziej zapamiętałem jedną partię. Miałem parę ósemek, a krupier pokazał dziesiątkę. Wszyscy by spasowali, ale ja czułem, że muszę spróbować. Podwoiłem stawkę, dobrałem kartę i dostałem trójkę. To było ryzyko, ale w tamtej chwili nie myślałem o przegranej. Myślałem o tym, że jeśli wygram, będzie to moja mała osobista wygrana nad rutyną. Krupier odkrył swoje karty – miał szesnaście, dobrał piątkę i przegrał. Wykonałem w powietrzu mały gest zwycięstwa, jakbym strzelił gola na mundialu. Kwota, którą wygrałem wtedy, nie była wielka, ale emocje – bezcenne.

Z czasem odkryłem, że vavada aplikacja ma też funkcję społecznościową – można było dodawać znajomych, porównywać osiągnięcia, wysyłać sobie nawzajem wirtualne prezenty. Połączyłem się z tym dawnym kolegą, który był moim przewodnikiem. Graliśmy razem w turniejach, komentowaliśmy swoje ruchy, kibicowaliśmy sobie. I nagle przestałem czuć się samotny w swoich wieczorach. Poza tym, aplikacja miała bardzo przejrzysty system bezpieczeństwa – limity depozytów, przypomnienia o czasie gry, możliwość ustawienia przerwy. Wiedziałem, że mogę się bawić bez obaw, że coś wymknie się spod kontroli.

Najzabawniejsze było to, jak zmieniło się moje nastawienie do codzienności. W pracy nadal siedziałem w szarym biurze, ale z uśmiechem, bo wiedziałem, że wieczorem czeka mnie coś ekscytującego. Zacząłem nawet rozmawiać z ludźmi, których wcześniej unikałem. Ktoś zapytał, co takiego robię po godzinach, że wyglądam na tak zadowolonego. Odpowiedziałem, że znalazłem sposób na odstresowanie, który jest jak wirtualne wakacje. Oczywiście nie wdawałem się w szczegóły, bo nie każdy rozumie tę formę rozrywki. Ale dla mnie to było coś więcej niż gra – to była odskocznia od szarej rzeczywistości, która przez dwa lata wysysała ze mnie radość.

Pewnego wieczoru, po szczególnie udanej serii wygranych, postanowiłem zrobić coś dobrego. Przeliczyłem, ile udało mi się uzbierać przez ostatnie trzy tygodnie. Kwota była wystarczająca, żeby kupić mamie nowy ekspres do kawy, którego tak bardzo chciała. Kiedy jej to wręczyłem, pytała skąd mam tyle kasy. Powiedziałem, że to premia w pracy, ale w duchu wiedziałem, że to zasługa moich wieczornych przygód. To był moment, w którym zrozumiałem, że ta zabawa może mieć realny, pozytywny wpływ na moje życie.

Oczywiście, nie każdy wieczór był udany. Zdarzały się dni, gdy traciłem cały depozyt w kwadrans. Ale nauczyłem się jednej rzeczy – nigdy nie sięgałem po więcej, niż mogłem sobie pozwolić stracić. Ustaliłem miesięczny budżet na rozrywkę i trzymałem się go ściśle. Dzięki temu gra nigdy nie stała się problemem, a zawsze przyjemnością. Wiedziałem, że mam nad wszystkim kontrolę.

Minęło już pół roku, odkąd zainstalowałem vavada aplikacja. W międzyczasie kupiłem sobie nowe słuchawki, pojechałem na weekend do Trójmiasta, a nawet odłożyłem trochę na nowy rower. Ale najważniejsze jest coś innego – wrócił do mnie uśmiech. Przestałem narzekać na poniedziałki, a tramwajowe korki przestały mnie irytować. Bo nauczyłem się, że w każdej chwili mogę przenieść się w inne miejsce, choćby na chwilę, i poczuć ten dreszcz emocji, który przypomina, że żyję.

Teraz, gdy widzę kogoś zmęczonego, przygnębionego, wpatrzonego w pustą ścianę, czasem podpowiadam mu, żeby poszukał swojego sposobu na oderwanie się od rzeczywistości. Ja znalazłem swój – i choć dla wielu to tylko aplikacja w telefonie, dla mnie to brama do lepszego nastroju, do pozytywnych emocji i do świadomości, że nawet w najbardziej nudnym tygodniu można znaleźć miejsce na odrobinę szaleństwa. I to chyba najlepsza wygrana, jaką można osiągnąć.

Stom

Young people today face a core contradiction in ch[…]